Są takie miejsca, ludzie i zdarzenia, swoiste liny, które
trzymają nas w danym miejscu. Mi pozostała tu już tylko jedna, i to bardzo
krucha. Czerwiec okazał się być miesiącem EXITów, rozwodów, odrabiania lekcji i
wyciągania wniosków.
Sączę sobie kawę, spoglądam na zegar. 7:30, czwartek trzydziesty
dzień czerwca, rok dwa tysiące szesnasty.
Właśnie skończyła się trwająca kilkanaście lat epoka
dzielenia, wspierania, dawania i czekania na resztki. Koniec. Matka Teresa z
Kalkuty zamienia się dzisiaj w Matkę Teresę z kalkulatora. Chujostwo moje
wewnętrzne właśnie wre, przelewa się przez wewnętrzne filtry i zaczyna w
najczystszej postaci wypływać na zewnątrz. Koniec życiowego kurwienia.
Lekcje odrobione, czas na egzamin. Czas na ostatnią prostą.
Prostą ku wolności, tu… czy tam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz