Boży klej wpadnie pomiędzy ludzi
raz na jakiś czas. Skleisz się z drugim i nie ma szans żeby puścić. Puściłbyś
ale wiesz, ze oderwiesz kawałek siebie raz na zawsze. Puściłbyś ale wiesz, że
to będzie cholernie bolało. No i nie puszczasz. W końcu samo usycha i odlatuje,
jak gdyby nigdy nic. Faktycznie tak łatwiej, tak lepiej. Z resztek zaś tworzy
się na ciele strup. Taki co nie pozwala za bardzo przykleić się już nikomu
innemu, no może czasami na moment ktoś się doklei znienacka i chwilę pobędzie
bardzo blisko. Nie mniej najczęściej jest tak, że tam gdzie ten strup, tam
bardzo ważny obszar jest tego sklejonego jestestwa i nie ma szans na to, żeby
swobodnie w tym miejscu rosnąć i się rozwijać. Koło się zamyka. Znowu albo
odrywasz, albo czekasz aż odpadnie.
Czasami jest tak, że ten klej
wpadnie i wiesz, że to jest to. Wiesz, że tak miało być, że inaczej być nie
może i choćby nie wiem co się działo, to nie puścisz, choćby nie wiem jak się
odklejało to będziesz to łatał od nowa, przyklejał i polerował. Tak się
przykleja tylko jeden, jedyny raz – na zawsze.
- Przykleiłem się wiesz…
- Co??
- Przykleiłem się.
- Do czego? Jak?
- Do kogo raczej…
- Lekki, co ty kurwa znowu bredzisz?
- Nie przykleiłeś się nigdy jeszcze? Założę się, że tak. Ale ja się
przykleiłem na amen. Na zawsze…
- Ja pierdole… mów.
- Czasem jest tak, że spotykasz kogoś gdzieś tam i się przyklejacie.
Widzicie się raz, drugi, trzeci, potem co tydzień, a potem co dziennie. Potem
od rana do wieczora i tak już zostaje, choćby nie wiem co. Nie miałeś tak
nigdy?
- Czasem tak, ale nie na amen…
- No właśnie. Ja też. Ale teraz to całkowicie. Amen w pacierzu kurwa… daj fajkę.
[szkyrt zapalniczką]
[dym]
[westchnienie]
[zaciąg]
[dym]
- Nie wiedziałem, że palisz.
- Czasem tylko jak się najebię, ale się nie zaciągam, bo jakbym się
zaciągnął to bym się porzygał.
- Mhmm…
- Znowu coś nowego. No i nie wiem co mam zrobić. Wiem, że to jest to. Z
drugiej strony boję się, że nie dam rady. Że za wolno wlokę się za tą drugą
osobą, że w pewnym momencie mi odjedzie i będę mógł tylko pomachać. Boję się,
że mogę nie umieć biec tak szybko, boję się, ze szarpnę nie w tą stronę i się
to rozerwie.
- Nie ma się co bać… działać trzeba Lekki. Jak się będziesz ciągle bał
to nigdy nic nie zrobisz.
- Jest w tym jakiś sens…
No i wstajesz z ziemi po raz kolejny,
patrzysz na te ściany, okna, na to puste wszystko i uświadamiasz sobie, że albo
dzisiaj, albo nigdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz