niedziela, 3 lipca 2016

Boży klej



Boży klej wpadnie pomiędzy ludzi raz na jakiś czas. Skleisz się z drugim i nie ma szans żeby puścić. Puściłbyś ale wiesz, ze oderwiesz kawałek siebie raz na zawsze. Puściłbyś ale wiesz, że to będzie cholernie bolało. No i nie puszczasz. W końcu samo usycha i odlatuje, jak gdyby nigdy nic. Faktycznie tak łatwiej, tak lepiej. Z resztek zaś tworzy się na ciele strup. Taki co nie pozwala za bardzo przykleić się już nikomu innemu, no może czasami na moment ktoś się doklei znienacka i chwilę pobędzie bardzo blisko. Nie mniej najczęściej jest tak, że tam gdzie ten strup, tam bardzo ważny obszar jest tego sklejonego jestestwa i nie ma szans na to, żeby swobodnie w tym miejscu rosnąć i się rozwijać. Koło się zamyka. Znowu albo odrywasz, albo czekasz aż odpadnie.  

Czasami jest tak, że ten klej wpadnie i wiesz, że to jest to. Wiesz, że tak miało być, że inaczej być nie może i choćby nie wiem co się działo, to nie puścisz, choćby nie wiem jak się odklejało to będziesz to łatał od nowa, przyklejał i polerował. Tak się przykleja tylko jeden, jedyny raz – na zawsze.

- Przykleiłem się wiesz…
- Co??
- Przykleiłem się.
- Do czego? Jak?
- Do kogo raczej…
- Lekki, co ty kurwa znowu bredzisz?
- Nie przykleiłeś się nigdy jeszcze? Założę się, że tak. Ale ja się przykleiłem na amen. Na zawsze…
- Ja pierdole… mów.
- Czasem jest tak, że spotykasz kogoś gdzieś tam i się przyklejacie. Widzicie się raz, drugi, trzeci, potem co tydzień, a potem co dziennie. Potem od rana do wieczora i tak już zostaje, choćby nie wiem co. Nie miałeś tak nigdy?
- Czasem tak, ale nie na amen…
- No właśnie. Ja też. Ale teraz to całkowicie.  Amen w pacierzu kurwa… daj fajkę.

[szkyrt zapalniczką]
[dym]
[westchnienie]
[zaciąg]
[dym]

- Nie wiedziałem, że palisz.
- Czasem tylko jak się najebię, ale się nie zaciągam, bo jakbym się zaciągnął to bym się porzygał.
- Mhmm…
- Znowu coś nowego. No i nie wiem co mam zrobić. Wiem, że to jest to. Z drugiej strony boję się, że nie dam rady. Że za wolno wlokę się za tą drugą osobą, że w pewnym momencie mi odjedzie i będę mógł tylko pomachać. Boję się, że mogę nie umieć biec tak szybko, boję się, ze szarpnę nie w tą stronę i się to rozerwie. 
- Nie ma się co bać… działać trzeba Lekki. Jak się będziesz ciągle bał to nigdy nic nie zrobisz.
- Jest w tym jakiś sens… 

No i wstajesz z ziemi po raz kolejny, patrzysz na te ściany, okna, na to puste wszystko i uświadamiasz sobie, że albo dzisiaj, albo nigdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz