Dzisiaj mówię sobie pass. Dzisiaj
już nie potrafię nic czuć, poza potężną złością i totalnym wkurwieniem. Mam
dosyć patrzenia, mam dosyć łudzenia się wszystkim tym czym się karmię od wielu
lat. Mam dosyć kłamstw i obłudy, robienia siebie samego w ciula żyjąc w kraju,
w którym żyję. Cały czas wierzyłem, że mogę, że potrafię, że tu się coś da
zrobić więcej. Dalej wierzę… ale już nie daję rady dźwigać wszystkiego sam ze
sobą. Człowiek nie jest stworzony do
tego żeby żyć sam dla siebie. Tak się po prostu nie da. Można udawać i próbować,
ale po jakimś czasie wszystko trafia szlag i choćbyś nie wiem jak był
wspaniałym przez lata, i robił nie wiadomo co, to i tak na koniec zostajesz ze
wszystkim sam.
Przez lata byłem „bj wszechmogący”.
Ten co to wszystkich zna, wszędzie jest, wszędzie działa i potrafi wszystko. Od
kładzenia kafelek, po relacje z kobietami – pytaliście mnie o wszystko,
wszystko o czym nie miałem pojęcia i cokolwiek doradziłem, to było dobrze. Nie
wiem skąd i czemu tak. Naprawiałem samochody, budowałem domy, pracowałem od
rana do wieczora w korpo gównie, w weekendy grałem koncerty, potem robiłem
muzykę, z każdym miałem czas się napić wódki. Kiedy było trzeba zabawić
towarzystwo to BJ, kiedy było trzeba złagodzić sytuację w rodzinie – BJ, kiedy chciało się jeść to BJ
gotował, jak chciało się pić to BJ przynosił flaszkę.
Jak strzelam fajerwerki to jestem
fajny, jak siadam na kanapie, bo nie mam sił i proszę o to, żeby ktoś ze mną
był to już nie. Siedzę zawsze sam. Nienawidzę użalania się nad sobą. Ale też
nie znam ludzi, którzy tego nie robią. Mi też się zdarza – właśnie teraz.
NIE MAM JUŻ SIŁY.
Nie mam już siły na nic. Te
wszystkie sufity, które miałem pod sobą, właśnie walą mi się prosto na łeb.
Rozbieram się do naga, wychodzę
na deszcz. Wbijam w trawnik białą flagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz