sobota, 16 lipca 2016

Deszcz na betonie



Dzisiaj mówię sobie pass. Dzisiaj już nie potrafię nic czuć, poza potężną złością i totalnym wkurwieniem. Mam dosyć patrzenia, mam dosyć łudzenia się wszystkim tym czym się karmię od wielu lat. Mam dosyć kłamstw i obłudy, robienia siebie samego w ciula żyjąc w kraju, w którym żyję. Cały czas wierzyłem, że mogę, że potrafię, że tu się coś da zrobić więcej. Dalej wierzę… ale już nie daję rady dźwigać wszystkiego sam ze sobą.  Człowiek nie jest stworzony do tego żeby żyć sam dla siebie. Tak się po prostu nie da. Można udawać i próbować, ale po jakimś czasie wszystko trafia szlag i choćbyś nie wiem jak był wspaniałym przez lata, i robił nie wiadomo co, to i tak na koniec zostajesz ze wszystkim sam. 

Przez lata byłem „bj wszechmogący”. Ten co to wszystkich zna, wszędzie jest, wszędzie działa i potrafi wszystko. Od kładzenia kafelek, po relacje z kobietami – pytaliście mnie o wszystko, wszystko o czym nie miałem pojęcia i cokolwiek doradziłem, to było dobrze. Nie wiem skąd i czemu tak. Naprawiałem samochody, budowałem domy, pracowałem od rana do wieczora w korpo gównie, w weekendy grałem koncerty, potem robiłem muzykę, z każdym miałem czas się napić wódki. Kiedy było trzeba zabawić towarzystwo to BJ, kiedy było trzeba złagodzić sytuację w  rodzinie – BJ, kiedy chciało się jeść to BJ gotował, jak chciało się pić to BJ przynosił flaszkę. 

Jak strzelam fajerwerki to jestem fajny, jak siadam na kanapie, bo nie mam sił i proszę o to, żeby ktoś ze mną był to już nie. Siedzę zawsze sam. Nienawidzę użalania się nad sobą. Ale też nie znam ludzi, którzy tego nie robią. Mi też się zdarza – właśnie teraz. 

NIE MAM JUŻ SIŁY. 

Nie mam już siły na nic. Te wszystkie sufity, które miałem pod sobą, właśnie walą mi się prosto na łeb.
Rozbieram się do naga, wychodzę na deszcz. Wbijam w trawnik białą flagę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz