poniedziałek, 11 lipca 2016

Pozytywka



Jechałem na tym rowerze sam nie wiedząc dokładnie gdzie i po co, i chociaż mój wewnętrzny GPS doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jedzie do domu, to jakoś dziwnie było mi żal tam się wybierać.  Robiło się coraz ciemniej, a moje oczy pozbawione procesorów, rower lampy - nie ułatwiało mi to dalszej drogi. Pojedyncze błyski piorunów na niebie rozświetlały mi nieco drogę przez Chebzie. Nie wiem jak, ale udało mi się przejechać cało przez tą totalną ciemność pomiędzy tirami i autobusami.
Lekko padało.

Dzisiaj coś się przelało. Jedno zdanie przebrało miarę całkowicie. Kolejne dwa zalały podłogę.

Czas powycierać.

Wchodziłem do klatki z mózgiem w innym wymiarze. Nawet nie zauważyłem babci z wnuczkiem, która otwarła mi drzwi i puściła przodem. Chwyciłem rower i zacząłem się wspinać po schodach.

- Babciu ten pan jechał na rowerze
- Tak, Pan ma taki duży rower i jak urośniesz też na takim pojedziesz
- Babciu zaczekaj. Nie możemy tak iść po tych schodach. Nakręć moją melodyjkę.

[zgrzyt zgrzyt zgrzyt]

Po całej klatce schodowej rozniosły się dźwięki pozytywki. Jak ja dawno nie słyszałem grającej pozytywki. W moment się ocknąłem, spojrzałem na babcię i małego, uśmiechnąłem się, a oni nie pozostali dłużni.

- A Babciu jak dojdziemy do mojego domu to załączymy jeszcze dzwonki od drzwi i już w ogóle będzie fajnie

- Tak załączymy – babcia uśmiechnęła się do mnie jeszcze raz.

Stop.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz