O co chodzi w tym całym byciu,
zapytasz. Chuj wie. Odpowiedzi może być wiele, jak wielu ludzi, którzy będą
odpowiadać. Interpretacji tyle ile pytających. Liczbą jest silnia z bezsilności - nic. W plecy wiatr to mit, a jak się już komuś
przytrafi to przez pomyłkę. Nie myślcie o mnie źle, ale czy kiedyś szczęście
było w waszym życiu wypadkową innych szczęść? Nie. Zawsze żeby coś mieć, z
czegoś innego trzeba zrezygnować. Żeby jedno dostać, drugie trzeba oddać. Rodzi
się coś, coś umiera. Jedna z wielu nieśmiertelnych prawd, które w końcu trzeba
w swoim życiu przyjąć. I nie było by w tym nic trudnego, gdyby w społeczeństwie
nie było tak wielu malkontentów, którzy namiętnie podbijają ton tej nęcącej
dramaturgii. Tak! Jestem być może teraz jednym z nich, ale nie chodzi o to,
żeby podbijać ten fakt, ale żeby w końcu przyjąć go jako coś naturalnego. Bo to
jest naturalne. Zdrowo myśleć, dobrze jeść. Nie bać się jutra i iść przed
siebie. Pod prąd, pod wiatr, który piach w oczy rzuca. Rżnąć nieudane, piękne
doceniać, upadłe podnosić przy okazji by mieć znowu więcej. Szczęście przyjmować
i oddawać dwa, żeby mieć mniej i szukać kolejnego. Darować, przebaczać i nosić
w sobie nowy gniew by poznawać lekkość ducha po życiowej burzy, kiedy znów
można usiąść obok i powiedzieć „nalej”- Jezus
też polewał wino. Mieć swoją prawdę trzeba ale też i ją
przekazywać innym, aby nie być zdziwionym, że nie widzą ciebie w twoim świecie.
Otwartym być, nie psioczyć pod nosem. Dawać i brać, kiedy dają. Działać, nie
czekać, nie siedzieć, nie zamykać. I możesz czytać biblie całego świata do
końca swoich dni, albo przewinąć ten tekst do początku i zacząć jeszcze raz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz