Jak sowa rzucona pomiędzy konary, przez lata unikałem zderzenia z rzeczywistością. Będąc prawie absolutnie ślepym, ufając jedynie temu co w środku prześlizgiwałem się między pniami, odbijając się czasami niemiłosiernie od podłoża, ale zawsze sumą summarum dopadając jakiś marny ochłap, zdechłą mysz, myśląc, że tak ma być. Z kolejnym chujem w dupie dziś wiem, że się myliłem.
Siadam z kolejną butlą wina i zastanawiam się, po chuj
sadziłem tak gęsty las, skoro jedno krzywo zasadzone drzewo łamie całą resztę
przy niedużym wietrze. Trzeba było posadzić jedno, kilka, dalej od siebie i
rosły by na zawsze. Żałuję? Nie. Coś bym poprawił? ZAWSZE. Tylko głupcy niczego
by nie zmienili. Potężna szkoła spomiędzy drzew. Nauka poszła w las i tam
doznała oświecenia. To chyba jest ten moment, w którym zaczyna się dorosłość. Czas
w którym w końcu zaczyna się pojmować nauki. Nie przekazywane bezmyślnie przez
kogoś ale te, które dostarczane są nam przez nas samych.
Wybiegam z tej zasranej walącej się puszczy i przysiadam cicho
na polanie. Patrzę jak wszystko się chwieje. Jak raz po raz pękają kolejne
gałęzie, łamią się konary, roztrzaskują pnie. Ta gleba, która kiedyś była skałą
litą, dzisiaj miażdżona przez tysiące krwiopijczych korzeni zamienia się w piach,
nic nie warty żwir. A oni wgryzają się głębiej, wciąż chcąc więcej i
więcej.
Siedzę tak ma Cichej Polanie i udaję, że mnie nie ma. Niech się wali… - z jednej strony. Z drugiej
strony strach przed tym co dalej. Rozglądam
się nerwowo i wiem, że tuż obok jest piękny zagajnik, oaza spokoju, miejsce
nieosiągalnego przez innych stanu, jakże cennego w dzisiejszym świecie.
Wchodzę. Jestem.
Dziękuję…
Jednak moja waląca się pustynia nigdy nie pozostanie mi
obojętna. Wracam. Wchodzę z powrotem do mojego lasu. Widzę kolejne roztrzaskane
drzewa i gałęzie, piękne, na których już nigdy nie przysiądę, konary na które
nie będzie dane mi się wspiąć, rozrzucone liście, które kiedyś były moim dachem
i schronieniem.
Nauka. Ten czas kiedy zaczynasz człowieku pojmować, co się
wokoło dzieje. Nie książka, nie szkoła, nie praca. Twoje wnętrze, które w końcu
zaczynasz pojmować. Świat, który w końcu rozpoznajesz i wiesz, że nie jest on
do końca twoim światem. Zaczynasz się
uczyć…
Mam 28 lat… i właśnie rozpocząłem naukę w pierwszej klasie. Obstawiam
całe moje życie, że nie masz pojęcia jak to jest.
Ja pierdole…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz