Wchodzę do sauny, siadam i słyszę ten jebany terkot. Wychodzę.
W tej obok to samo. Jakiś multi babski comber. Nie ogarniam, jak można całymi
godzinami gadać i ciągle mieć tematy do rozmów.
Jak spotka się dwóch kumpli – zamieniają ze sobą kilka zdań i wszystko
jest jasne i wiadome – no chyba, że jest turbo KONKRETNY temat do omówienia. Nie
mniej zazwyczaj wystarczy kilka zwrotów i jasne wszystko od a do z. Nie raz
przy długich znajomościach wystarczy tylko krótkie „Mhmm”, „No co kurwa, wiesz jak jest” bądź treściwe „A,
weź kurwa…”. I wszystko kurwa jasne! Żaden
jeden mi nie powie, ŻADEN, że przebywanie na kilku metrach kwadratowych z
kobietami więcej niż godzina, dwie, jest zdrowe dla ludzkiego organizmu (za
wyłączeniem pewnych oczywistych sytuacji [tu facet wie o co chodzi, a ona
rozkminia teraz całą noc]). Z czasem przestajesz słuchać, zwracać uwagę,
wyłączasz się i zajmujesz swoimi sprawami i wtedy jest to… o… „Chyba mnie nie
lubisz… w ogóle się do mnie nie odzywasz…”. Chuj strzela.
Rozumiem. Już rozumiem, dlaczego faceci, mężczyźni żonaci z
czasem sowieją i zamykają się w sobie. Nie wychodzą na piwo, nie rozglądają się
na boki, uciekają. Oni się boją po prostu trafić znowu w ten niekończący się
zakres wszechogarniającego ich szumu danych. Boją się zderzyć z tym pędzących
jak pendolino transferem nieogarniętych myśli przekazu o wszystkim i niczym! „Nie
lękajcie się!” – jakże wspaniale uniwersalne stwierdzenie.
No ale czy kogoś pociągają milczące kobiety? Dla mnie
kobieta, która nie gada jest leniwa, niezorganizowana, nie mająca zdania,
poglądów i wartości nie przedstawiająca żadnej. ONA MUSI GADAĆ! Trzeba tylko
umiejętnie je uciszać.
Niestety w saunie, ni chuja. Same nieznajome. Jeszcze się
krępuję. Chociaż...
BJ się zirytował :)?
OdpowiedzUsuń