czwartek, 15 sierpnia 2013

W dupie chuj - Czarne złoto.



Im dłużej z nią siedziałem tym trudniej było mi się kontrolować. Sama zaczęła zauważać że coś się dzieje. Nie potrafiłem skupić się na tym co ona do mnie mówi. – Kurwa. Kończmy już to. Nie ogarniałem. A ona ciągle nawijała. Moje wnętrzności szalały a ona ciągle pierdoliła o tym, jak to niesamowicie jest objechać półwysep helski na rowerze. Palce zaczęły mi same wystukiwać marsz gladiatora, noga podskakiwać. Tyle dni na głodzie. Pot powoli zaczął spływać mi z czoła. A ona dalej nic. Zacząłem rozglądać się nerwowo po sali, tak, jakbym szukał wyjścia ewakuacyjnego. Czułem się jakby ktoś podpalał mnie zapalniczką, a ja sam byłem przywiązany do krzesła. Ni chuja, nie uciekniesz. 


- I wtedy dojeżdżasz na Cypel. Boże jedyny jak tam jest pięknie. Nie spodziewałbyś się (…)

- Sorry zaraz wrócę…


   Wyszedłem ze stolika jak Usain Bolt wychodzi z bloków.  I ruszyłem w kierunku zakamuflowanych białych drzwi z podobizną czarnego faceta. Właściwie jego lekko rozkroczonym zarysem. – czemu kurwa czarny? – nie istotne, dobrze, że wogóle jest. 
   Nacisnąłem klamkę, pchnąłem nogą drzwi niczym Chuck Norris. Ostatnia prosta. Lekkim truchtem dobiegłem do pierwszej wolnej kabiny. Zatrzasnąłem drzwi, resztkami sił zdjąłem spodnie i usiadłem.

- KURWA MAĆ!... nigdy więcej poczwórnego espresso przed randką. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz