niedziela, 8 września 2013

W dupie chuj. Prolog.


   Z trudem otwarłem oczy. Słońce raziło jak skurwysyn. Nie bardzo wiedziałem na czym skupić wzrok. Spojrzałem na drugą stronę alejki. Trawnik, drzewo, stara baba i pies srający – lat może tyle samo co ona, nie szło mu łatwo.

- Chodź Piksi! No chodźże!

Nie drzyj babo, przecież to zwierze, ono nie rozumie. Nigdy tego nie ogarnę, jak można mówić do nich jak do ludzi?
         
            - Oj, Piksi, ile razy pani ci mówiła, że nie wolno robić kupy na trawniku w parku. Nie dobry!

   I poszła. I nie pozbierała gówna po swoim Piksi stara kurwa. Teraz byle dzieciak na spacerze z mamą wejdzie w to nogą i po zabawie. Nie dość, że się rozniesie to jeszcze lament małego – Bo wdepnąłem do kupy – a i matka pół dnia będzie miała co robić zeskrobują gówno z podeszwy, nowo kupionych najek, za ciężko zapierdolone godziny na taśmie przy kasie w Tesco.

   Przymknąłem oczy, bo łomot w mojej głowie zdawał się za każdym razem napieprzać z siłą stu tysięcy bomb.
Gdzie do cholery ja jestem? Co to za miejsce? Co to za park? Chociaż, nie powiem, ławka nawet wygodna.
Usiadłem – i nic już nie wyglądało tak samo. Wyjąłem z kieszeni telefon, żeby sprawdzić godzinę. Była dziewiąta siedemnaście. 

   Nazywam się Bartosz Mariusz  - Ten, który nie puszcza pawiów, i udaje, że twardo stąpa po ziemi.

1 komentarz:

  1. Te stare kurwy. Też ich Nie Znosze. Jak Procesji. W boże ciało.

    OdpowiedzUsuń