czwartek, 5 maja 2016

Ciężko lekko żyć

Ciężko lekko żyć,mawiał klasyk. Klasyk, który też gdzieś kiedyś zniknął z mojego życia.

Wszystko przemija. Zanika, znika, blaknie - staje się nieczytelne.

Czy musi tak być? Sami mamy to czego chcemy, w takiej formie jaką w danej chwili akceptujemy. Możemy brać to co jest
przymykając oko na niedoskonałości, kochać to co piękne i bawić się tym co mniej wydajne.

Możemy udawać, że jest nam dobrze w tym co mamy, ale na dłuższą metę nie przyniesie to żadnego dobrego rozwiązania.

Trzeba też pamiętać o tym, że w związkach międzyludzkich panują tak zwane - ogólnie społecznie przyjęte, a których ja osobiście
nie uznaję, bo to zło konieczne (w tej "ogólnie przyjętej" formie)- kompromisy.

Ludzie szalenie źle pojmują kompromis, jako pójście na ustępstwo jednej strony wobec drugiej poprzez machnięcie ręką na dany problem.

Nic bardziej mylnego. Lepiej czasem stoczyć małą wojnę, by poznać wzajemne poglądy na daną sprawę, niż oddać pole i gryźć się do końca życia
z myślą o niespełnieniu - nawet jeżeli kocha się bardzo przeciwnika w tej nierównej walce.

Kompromis musi wynikać ze wzajemnego poznania siebie i swoich potrzeb, a nie z obojętności, bierności i pozostawienia sprawy drugiej stronie.

jedynie kompromis wzajemnie budowany przyniesie obustronne zadowolenie.

Łatwo jest rozniecić pożar, potem trudno go gasić. Moje? Twoje? Trzeba przyjąć NASZE i tego się trzymać.

Będąc ponad tysiąc kilometrów od domu pojąłem, że się myliłem w pewnych kwestiach. Kilka chwil ucieczki, które nie mogły mieć, z oczywistych dla mnie przyczyn
miejsca w czasie innego jak TERAZ, pozwoliły mi zrozumieć, że się myliłem. Nie rozwiały wszystkich wątpliwości, ale dały możliwość spojrzenia na swoje własne
życie z nieco innej perspektywy.

Nieco twardszy wewnątrz (nie znaczy zobojętniały) przyjmuję to co biegnie do mnie z jeszcze większej oddali jako obiecujący sygnał. Światło morskiej latarni, która
nieświadomie daje znać o tym, że ląd, a ląd to zawsze jakieś niebezpieczeństwo.

Dystans dał nadzieję. Nie na ten "standardowy" kompromis, ale ten prawdziwy. Teraz trzeba tylko chcieć.

- O czym myślisz?
- O winie, białym, wytrawnym... / - fuuuuj / na ciepłej plaży, kilku falach i żeby wejść tam, i się nie bać. Woda jest dobra.
- Jedziemy?
- Mówisz i masz. Pakuję się w trzy minuty...

Możesz nie lubić mojego wytrawnego wina, ani śmierdzącego sera. Wypij swoje słodkie, zagryź karmelizowaną gruszką. Różnić się pięknie - ktoś kiedyś napisał. Ci sami ludzie
obok siebie nie mają co odkrywać. Nie ciągną siebie w górę, a pomagają schodzić w dół.

Trzeba tylko nauczyć się rozmawiać. Stawiać jasno sprawy. Nie obruszać, obrażać. Być szczerym w tym co się myśli i okazuje. Szukać prawdziwych, dojrzałych kompromisów.

Wtedy zaniknie konieczność przemijania. Cały czas będzie można budować więcej i lepiej. Wydajniej i bezpieczniej.

Dobranoc...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz