-
Masz tabletki?
-
Jakie tabletki?
- Na
ból.
- Ale
jaki ból? Co cię boli?
- Jak
to jaki ból? Kurwa mać… normalne przeciwbólowe.
- No
ale głowa, brzuch?
- Ja
pierdole. Wszystko! Co za różnica co mnie boli. Już sam nie rozpoznaję czy to
ręka, czy nerka. Plecy czy kark. Masz te jabene tabletki czy nie?
-
Jakieś mam…
- To
daj.
Można
w życiu robić wiele rzeczy. Można do wielu dążyć. Ale najgorzej jak każda z nich
z osobna, i wszystkie na raz, zaczynają boleć. Nie mocno, ale tak, że czuć. I wtedy
zaczynasz się zastanawiać czy to dobrze, czy źle. Czy to sygnał, że trzeba
zwolnić, czy może przyspieszyć bieg pewnych wydarzeń. Może jednak warto
krzyczeń. Może ne powinno się siedzieć cicho. Tradycja, wychowanie, sranie w
banię. Wszystko to sprawiło, że kładę po sobie uszy i przyznaję wszystkim
wokoło rację, zapominając o swojej własnej.
To tak
jak wtedy, gdy odrąbie Ci kawałek palca. Możesz udawać, że nic się nie stało i w
strachu przed odkażaniem i szyciem rany, zawinąć go w szmatę, i czekać aż się zagoi.
Mimo świadomości, że w taki sposób możesz stracić całą rękę.
Możesz
też zalać go spirytusem, zesrać się w gacie z bólu, ale zawsze jest nadzieja,
że może i ten odrąbany kawałek ktoś ci przyszyje i znowu będzie jak dawniej. Gacie
się wypierze, a srać z takiego bólu to nie wstyd.
I
wszystkie kierunkowe milczą. Dziecko Rosmary w głośniku – ten Komeda to był
przechuj. Na czacie minionek no i tak to wygląda. Wino ojca mego, co je
rozrabiam z wodą mineralną – nie, że nie dobre czy brak walorów smakowych, po
prostu słodkie, powoli się kończy. Zdjęcia za moment wyfruną na serwer, w
kolejce 4 loga, 5 stron i inne…
A
Komeda żył 38 lat. Nie ma miejsca na tym świecie dla kolejnego takiego, nie ma
miejsca dla Dean’a, Monroe czy Piaf. Cobain czy IronMan? Co za różnica, żaden
nie istnieje. Każą tworzyć swój świat i siebie w nim. No ok.
-
Masz tą tabletkę?!
- tak…
masz…
-
Dzięki. Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz