czwartek, 1 października 2015

Lekki wróć



Dziewięć miesięcy. Tyle ile trwa ciąża ludzkiej kobiety. Ludzkiej - ciekawe stwierdzenie. Dziewięć miesięcy to dokładnie tyle, ile mija od ostatniego razu, kiedy widziałem Lekkiego. Gdzie on jest? Co się z nim dzieje? Prawie rok temu postanowił przewrócić swoje życie do góry nogami, stać się kimś!  Rzucił wszystko i poszedł. Mówił wokoło, że lepiej, że szczęśliwszy, że teraz to On będzie panem świata. No i? No i jest… Panem samego siebie, bo nic więcej przez te dziewięć miesięcy się mu nie urodziło. Dziewięć miesięcy prób, starań – ale czy na pewno się starał? Cały ten czas jakby dobrze zużyty ale całkowicie zmarnowany. 


Lekki tułał się tam i tu. Chciał poznawać świat, ale nie poznał. Chciał poznawać ludzi, ale nikogo nie spotkał. Lekki dalej nie czyta książek, kupuje je tylko i ustawia na swoim pięknym białym od nicości regale. Nie poznał do dzisiaj składu garam masala i za każdym razem sprawdza w wyszukiwarce czy dobrze pisze nazwę tej magicznej mieszanki przypraw. Lekki przez te dziewięć miesięcy stał w miejscu, podpierając się usilnie prawą nogą nieco z tyłu, bo tą ma dłuższą, żeby przypadkiem nie cofnąć się w tym wszystkim ani o krok. 


Wiatr wiał silny i sypał piachem w oczy, a On stał. Stał tak jak głaz i rozglądał się wokoło. Obserwując każdy jeden ruch, drobne drgania powietrza, wszystko to, co mogło dać początek nowemu byciu – słuchał najdrobniejszych szelestów, każdej jednej ich historii. Jego oczy widziały wszystko co niosło światło przez ten czas. Były filtrem. Filtrem całego świata, który wpadał wprost do jego wnętrza, targał jego trzewia na wszystkie strony. Jego uszy słyszały więcej niż wszystkie wiatry od gór aż po słońce.


W najskrytszej części swojego istnienia, Lekki ukrył plan, plan samego siebie. Zakamuflowany, ukryty w postaci kamiennego posągu swojego człowieka, przysiadł w najdalszym kącie swojego ja, i rozpoczął tkanie nowego życia z setek cienkich nici, a każda z nich połączona z inną historią, na końcu każdej z nich zaś dzwonek – każdy inny, strojony w nucie jej początku i jej końca.  Lekki stworzył świat piękny i idealny – cały na nowo. Światło wpadało przez oczy, historie prawdziwe i te zmyślone docierały do uszu, a On wybierał te najlepsze, i tkał z nich bez przerwy – dzień i noc.


Oswojony z ciemnością i ciszą braku krążenia Lekki zapomniał z czasem o najważniejszym - nie ma bowiem początku czegoś nowego, bez końca tego co stare. I sen zmorzył go nagle, gdy tkał z nici tradycji i prawości…


Huk potężny. Jasność. Zgrzyt. Wyrwany ze snu Lekki. Cała Jego misterna konstrukcja zadrżała u posady. I trzask pękających nici, i dudnienie dzwonków, które przecież miały pięknie razem zagrać. To krew przepłynęła przez mięsień. Serca kokon trafił szlag. Maski opadły, beton człowieka zsypał się jak piach. Znowu płynie krew… ale czy w dobrą stronę?


Że nieskładnie? że niepoprawnie ułożone zdania, że sensu brak? Że chaos? Ot, chaos i rewolucja, to tylko może być początkiem nowego w nim starym.

- Lekki.
- …
- Lekki!
- …
- LEKKI WRÓĆ!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz