środa, 26 października 2011

W dupie chuj - Do zerzygu


Godzina już prawie 23:30. Wentylator w laptopie przycichł po zmianie na Qui et Office Mode i już tylko tykanie tego przeklętego budzika, który jak na złość, im później, tym głośniej napierdala tym młotem w metalową, coraz większą, w końcu olbrzymią, rurę kanalizacyjną. Nie wiem jak to się dzieje ale niesamowitym zjawiskiem jest, że w ciemności wszystko milknie. Życie milknie. I każdy szelest staje się łomotem. Cisza jest tak potężna że słychać migotanie diod. 


Sen znów ziołowo przyspieszony, bo ciężko czasami tak samemu. Monotonia codzienności i  tasamość cochwili, nie pozwalają jakoś odpocząć umysłowi. Dziwność zdarzeń i niezrozumiałe dystanse międzyludzkie w sprawach zwykłych i normalnych, powodują, że coraz mniej się chce przyglądać, być, słuchać i mówić – bo siłą rzeczy nikt nie słucha. Lekkość relacji zamienia się w ciężar bycia. Zamienia się wokoło nożną kulę, która przecież tam wcale nie musi być. Sami sobie tworzymy kajdany z łańcuchów nieszczerości i blefów drobnych, z czasem niepojętej hipokryzji. Krok po kroku wpadamy w brak zaufania i zobojętnienie. Zobojętnienie zaś jest najgorszą z ludzkich form egzystencji. Nie mieć odruchu, zdania, formy, to jak nie żyć już wcale. 


Ciężko ostatnio składać myśli. Jeszcze trudniej zagospodarowywać wolny czas w taki sposób żeby nie popadać w paranoję, zwłaszcza że trzy czwarte czasu, z wyłączeniem snu, jest czasem wolnym ostatnio. Tak duża ilość wolnego czasu i namiar okazji myśleniowych doprowadzają do całkowitej życio dezorganizacji. 


Następuje konieczność, ochota, przymus wewnętrzny przestrzeni, zmiany otoczenia. Przykurcz zdarzeniowy, który ogarnia człowieka co dnia, łączy maszynę wielkiego brata ze świstakową codziennością. Nadciąga dramat istnienia. 


Jutro ktoś z mojego zespołu otrzyma wolność. Ktoś z pięciu otrzyma wolność całkowitą, bądź też wolność mniej chcianą, tułaczą – wolność z przeniesienia. I chciałbym bardzo, żebym to ja otrzymał tą wolność całkowitą, chociaż wiem, że jeszcze na nią nie zasłużyłem. Różowa Emka rządzi się od pewnego czasu swoimi dziwnymi prawami, których nikt nie jest w stanie pojąć. 


Chińskie ciasteczko powiedziało mi dziś, że stąpał będę po ziemiach wielu krain. Bardzo mnie to ucieszyło. 

Ot wyplute takie z wieczora.

2 komentarze:

  1. ale żeby samemu sobie komentarz do noty..
    zobojętnienie jest prawdopodobnie najgorszą z ludzkich form egzystencji, ale niestety występuje coraz częściej, bo tak łatwiej - nie musieć podejmować samodzielnie decyzji, nie brać na siebie żadnej odpowiedzialności, być just because - bo życiem się tego nie da nazwać

    OdpowiedzUsuń