sobota, 12 października 2019

Pomarańczowy Mędrzec

Wznów twórczość 
Na ponów stań się 
By sprostać 


Widziałem dziś księżyc potężny, srogi, majestatyczny. Spojrzał mi prosto w oczy, wisząc bezszelestnie nad Górami Sowimi. Sierpniowy mędrzec , którego zabrakło latem, odwiedził mnie dziś, zdala od domu. Po nim przyjdzie nowe. Tego nowego nie znam i bardzo się boję.  

niedziela, 15 września 2019

Dym z popielnika

Sierpniowe Księżyce szczędziły bardzo w tym roku swojej obecności. Jakby się wstydziły, jakby chciały okłamać, a może i one też, tak jak wielu, miały serdecznie dosyć oglądania tego świata. Nie wiem… nie widziałem, ani jednego z moich wielkich przyjaciół sprzed lat. Zabrakło. Przeminęły gdzieś razem z perseidami. Pstryk. 

Żaden przed oczami moimi, w ostatnim czasie, obraz nie jest prawdą, a każde jedne słowo dobierane tak, aby gówno złotem krasić, by każdy z nas mógł kilka sztabek posiadać. Milionerzy obłudy. 

Nie przynależę! Odrzuciłem dzisiaj przynależenie względem poglądów politycznych, wiary, wyznawanych wartości, miłości, pieczywa w sklepie czy wódki. Każde ludzi stowarzyszenie budowane jest na obłudzie i hipokryzji, na przerzucaniu z prawa na lewo złoconego gówna.

Ponad połowa (mam nadzieję!) życia już za mną. Nauczyłem się patrzeć, i co najważniejsze, WIDZIEĆ. Słuchać i SŁYSZEĆ. Dotykać i czuć, co pod palcami, stopą i wiatr rozpoznawać zimy od ciepłego. 

Gdy słońce świeci - wyciągam twarz ku niemu jak stuletni żółw, bo on wie, że to tylko krótki moment w całym tym perfidnym byciu. Gdy gwiazda mi spada nad głową - myślę tylko o Tym jednym, najważniejszym. Kiedy deszcz pada, łapię go w dłonie i dziękuję, że jest.

Do tego, kto świat mój stworzył, modlę się - co wielu zdziwi. Modlę się i pamiętam, że prawdziwe bycie bierze się z mądrości, poznania, zaufania i miłości. Bierze się z istnienia dla drugiego człowieka. Dziękuję za to co mam, i proszę o co najlepsze dla innych. Dla siebie czasem też, i klnę przy tym jak szewc, od kurew i chujów nie stroniąc, bo wierzę, że tam, to też prosty robotny człowiek, kobieta bądź mężczyzna, siedzi u góry, patrzy na nas, i łapie się co chwila za głowę myśląc „co za debile”. 

Gardzę klerem obłudnym, każdym słowem pełnym hipokryzji i ich pełnymi złotówek koszykami, którzy w imię boga ubogich łupią z ostatniego grosza, żeby napaść swoje brzuchy i obrastać w tłuszcz. Tak samo polityczne partie, które niczym się nie różnią. 

I takie to dzisiaj rozpierdolone od nadmiaru emocji pisanie. Kończy się Saska Kawa, Harnaś rozlał się na połoninie… zagryzam ostatnie orzeszki i dopijam kefir… łowicki - najlepszy. 

Odpalam Netflixa z nadzieją, że Stara nie sprzeda jednak Barbary Lane… Kładę się na kanapie, bo w sypialni spać sam już nie potrafię. Popijam wodę, przykrywam się samootulającym kocem z Ikei, uśpienie telewizora ustawiam na 40 minut. Niech się dzieje.


Dobranoc 

niedziela, 11 sierpnia 2019

nie rozumiem

tak wielu w życiu rzeczy, kurwa, nie rozumiem. Dawno nie miałem takiego nierozumienia i jednocześnie tak potężnej siły, która we mnie drzemie i czeka na wylot. Czeka aż puści wentyl, ale on stary, solidny, poniemiecki - i trzyma. Zastanawiam się bardzo nad tym, jak długo będą jeszcze nakręcali tą sprężynę, kiedy pęknie, i kiedy stanie w miejscu czas - skończy się dziś, a jutro będzie gdzieś tam. Straszne. 


Nie odpalam już telewizora, żeby oglądać o czym mówią, bo przeraża mnie ten obraz i dźwięk, i żałuję bliskich wpatrzonych w tą machinę. A telewizor mam piękny, ogromny i drogi - jak na moje mniemanie o drożyźnie, chociaż niektórzy tyle wydają w jeden dzień na chuja warte przedmioty, dla mnie to był zakup ostatnich 34 lat… Gra mi z niego teraz muzyka… bo nie mam w domu radia. Ale korzystam ze zdobyczy świata współczesnego, takich jak INTERNET - by czerpać inspiracje z nut, obrazów, fotografii, niesamowitej architektury dnia dzisiejszego, którą kocham… Używam urządzeń, które tak bardzo pomagają mi przeżyć każdy dzień - szczoteczka do zębów, światło które zapala się jak powiem, automatyczne wycieraczki w samochodzie za grube pieniądze, za który jestem tak cholernie wdzięczny, bo na mój własny mnie nie stać. Smartwache (nawet kurwa nie wiem jak się to pisze!), GPS, inteligentne pralki, lodówki, telefony, co wiedzą szybciej niż ja, co jutro będę robił… 


Używam tego wszystkiego, bo to przedmioty życia codziennego dzisiejszych czasów - jak kiedyś taczka i koń! 


I siadam na dywanie po kilku łykach dziesięciu procent, i zastanawiam się… jak to możliwe, że mamy tak piękne umysły, żeby wymyślać tak niesamowite rzeczy… jak to jest możliwe, że te najpiękniejsze umysły dają się tak łatwo omotać tak próżnym i tępym chujom jak politycy, prezydenci, kościelny obłudny do szpiku kości, zakłamany kler… ludzie bez wartości… sprzeniewierzyli je wszystkie, wykorzystując tych, którzy ciągle wierzą w człowieka. 


Sprzeniewierzyli też tą największą wartość… rozmienili na drobne, sprzedali za flaszkę żuru na wolce w Chorzowie. Wyjebali ją przez okno na bruk, na ryj, jak fortepian Wielkiego Mistrza. 


Teraz zapakowali ją w worek jednorazowy jak psie gówno i przerzucają się z prawa na lewa i grają nią w dwa ognie, bo wszystko inne juz sprzedali i nie mają czym handlować… jakie to kurwa jest smutne… 


Wylewam do szklanki ostatnie resztki La Perla - to taki niebieski tani szampan z biedronki, co jak się nim wstrząśnie, to miliony małych brokatowych drobinek unosi się w butelce - wygląda zajebiście… I jestem jedną z tych drobinek… lecę w tej flaszce wokoło.. tylko kolor nie ten co cała reszta. 


„ona nie szuka poklasku
i gniewem nie unosi się
ona wszystkiemu wierzy
przetrzyma wszytko, ciebie i mnie”
#oddajcieMiłośćIWiaręWNią

Chciałeś żebym napisał dzisiaj piosenkę i ją nagrał… a ja wyrwałem się z tej LaPerli, wtedy kiedy strzelił korek, i doleciałem aż tu <3