Jak bardzo można zaufać innemu człowiekowi? Ile czasu można
poświęcić na robienie komuś dobrze, po to tylko, żeby potem ktoś, to wszystko
spieprzył?
Nie pojmuję ogólnopolskiej wyjebki na „nie moje” sprawy. Jak
bardzo w tym kraju trzeba być egoistycznym chujem, żeby wyjść na swoje. Dlaczego
trzy czwarte ludzi, z którymi zdarzy się spotkać, jest tylko po to żeby
wykorzystać na maksa to co możesz im dać? Wyssać do cna resztki człowieka z
człowieka i porzucić suche ciało gdzieś
na poboczu życia.
Nie potrafię już na to patrzeć, nie potrafię już tego
przyjmować. Chciałbym w końcu być, prosto stać i istnieć. Ale ten czas już
chyba minął…
Dziś kaftan, skafander, frak…
Marsz, marsz…