sobota, 7 stycznia 2012

Koncert trzech Lekktorów vol 2.!

Formalina

Wzorzec jak forma do ciast
tak światło wśród ulic miast
gdzie nie widać wyblakłych gwiazd
gdzie księżyc wstydliwy schowany
tam ja i ty i ona
i świąteczna baba jest już upieczona


Sokowirówka

Życia okruchy straciłem dziś
Świetliki na niebie świeciły wczoraj
Może wrócę do nich po okruszkach tych
                                                   będę próbował
Bym żył dalej, nie chował
nie jadł, nie pił, nie pozował
tam i z powrotem wirował.


Samogwałt

Leżak, bo lubię leżeć poziomo
gdziekolwiek sen mnie za rękaw pociągnie,
Tam Ty tak chętnie lgniesz do mnie
Lecz, gdy bez rękawów mam koszule
Łapię się za niego sam - czule.



piątek, 6 stycznia 2012

W dupie chuj - Potop


Moje uwenienie runęło jak karciane World Trade Center kiedy wzniosłem się na próg życia emocjonalnego krawężnika. I nie, nie copatrzyłem siedząc na koniu! Dramat wewnątrz wielki. W chwili kiedy rozpalałem mój poglądowo emocjonalny martenowski piec, z komina ujściem w chmurze absurdu, kiedy wylewać już w formy miałem myśli przetopione –buch! Zimny deszcz krawężnikowych emocji. I po formie. Stwardniało wszystko i się skruszyło. Ha! Cóż za piękny koniec wszechweny!
Rozdmuchać na nowo trzeba węgle, ogrzać i zagazować!

Tak rzadko zastanawia się człowiek nad różnicą między porankiem oznajmianym telefonowo-budzikowym dżinglem, a wieczorem pełnym przemyśleń – o ile takie się pojawiają zanim padniesz na ryj w poduchy i noc. Niesamowite jest jak głęboko ostatnimi czasy wpadłem w bez-czucia rytm i potraciłem gdzieś po kątach świadomość swojego działania. Korporacyjny gniot ogarnął mnie całego i wpadłem w tabele wykresy, procedury i instrukcje. Instrukcja otwarcia, instrukcja zamknięcia instrukcja jedzenia i pierdnięcia. Na wszystko są przewidziane normy, a jak myślisz inaczej to się strzeż! Cofnij się, usiądź, uznaj, a potem wróć i wykresuj dalej. 

Najważniejsze w tym wszystkim odróżnić życie od profesji. Odróżnić codzienność od dnia dzisiejszego, godziny od godzin, tam od tu. I nie popaść w niełaskę nieokiełznanego  przypadku. Stać prosto trzeba z podniesioną głową i mieć na uwadze, że duma nieraz najlepiej czuje się w kieszeni, a i z kieszeni nikt nam jej nie wyciągnie – nikt nas jej nie pozbawi.

A rano znowu możesz wyrzygać się, ogolić, zaciągnąć krawat i ruszać w przestworza kariery nie do ogarnięcia, ścieżką nie do przebycia. W romantyczno korporacyjnym boju tracąc ostatki sił, oddając resztki dobrej woli.

I wyciągać rękę trzeba do tego, kto podaje swoją, nie walić od razu z buta. Słuchać jak mówią, a jak nie słuchają to nie mówić.