Czasami trudno być Lekkim, a właściwie mało kiedy łatwo takim pozostać. Najgorsze są chwile kiedy nie ma do kogo gęby otworzyć, a ludzie, z którymi chciałby się zamienić kilka słów, Ci – wydawałoby się – najbliżsi, nie koniecznie chcą rzetelnie słuchać, broń boże już coś w temacie powiedzieć więcej i doradzić. Bądźmy szczerzy, nie słuchają wcale. To boli chyba najbardziej. No ale widocznie już tak to musi być. Zaś słuchaczem trzeba być zawsze wyśmienitym, zawsze coś doradzić i podpowiedzieć, bo jak się nie doradzi i nie podpowie, to się jest złym. Nie jest się już Lekkim ale ciężkim niepotrzebnym - balastem. I trzeba mówić dobrze, i trzeba mówić ładnie.
Czasami chciałbym wiedzieć gdzie jest, poczuć granicę pomiędzy byciem dobrym dla wszystkich, a byciem zwykłą szmatą. I nie chcę, bo nigdy nie chciałem, bo mi nie zależy na oklaskach, żeby się mną zachwycali, ale żeby ludzie potrafili docenić czasem to, że się jest. Żeby gestem drobnym potrafili odwzajemnić gest. Bez słów nawet, kurwa, proste to jak drut.
Zdziadziałem chyba już całkiem wypisując to wszystko, ale czy w tym zajebanym od ego-gówna świecie nie ma już miejsca na odrobinę człowieczeństwa? Ile można gonić?! Jak na ironię sam biorę udział w tym wyścigu, sprzedaję i kupuję, handluję ludzkimi umysłami, potrzebami i wolą. Żeby mi jeszcze kurwa za to dobrze płacili to może bym to zaakceptował jako konieczność dającą byt. Ale nie daje mi to nic poza wyrzutami sumienia, poza codzienną dawką sarkazmu zżerającego moje JA i moje BYĆ. Nie otrzymuję nic w zamian jak zobojętnienie na innych. I siedzę co dnia te 8 zasranych godzin i słucham, pomagam, bo pomóc muszę, mimo iż nie chcę w ogóle już!
Potem przychodzę do domu wieczorem, otwieram kolejną butelkę czerwonego wina i zastanawiam się nad tym, co ja tutaj robię… nie raz chciałbym uciec! Wyjechać gdzieś na chwilę tylko, żeby chociaż trochę zatęsknić za tym wszystkim, za ludźmi, za życiem takim jakie tutaj jest.
Kiedyś potrafiło być pięknie, naturalnie tak i beztrosko. I nie chcę już szukać niczego nowego. Wszystko to co poznałem, co miałem do tej pory na tyle mnie zniechęca w dniu dzisiejszym, że szukanie nowego wydaje się być tylko pomnażaniem tego obecnego bólu w przyszłości. Bo nie można zapominać, można jedynie kolekcjonować wydarzenia przeszłe. I czy chcemy czy nie chcemy, zawsze będzie się do nich wracało. Nawet jeżeli mistrzowsko opanuje się sztukę okłamywania samego siebie, próbę kamuflażu pamięci, nic to nie pomoże.
I za prawdę powiadam Wam w dupie mam interpunkcję w tym co piszę, w dupie fleksję mam dziś i ortografię, i w ciemni tej niech siedzą, bo kończy mi się butelka wina. I z mistrzem Żegalskim malował będę kolejne bez precedensu madonny z wibratorami. Bo do stracenia na tym świecie nie ma już nic, a zyskać można jedynie to, czego nikt nie chce.