poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Cycki, kutasy, brudne dupy.

A w głośniku Amazing Grace... No dobrze.

Niesamowicie inaczej wstaje się ostatnimi dniami z łóżka. Może to przez to, że w kuchni zalega syf sprzed dwóch tygodni, może przez to, że wiem, że skończyła się kawa. Może przez to, że za moment spakuję walizkę i na kilka dni wyniosę się gdzie indziej zostawiając ten syf za sobą, a kiedy już wrócę, to za kilka dni znowu machnę na to wszystko ręką i przeniosę się w inny nieco świat. Świat, który tak de facto będzie mnie próbował unicestwić już od pierwszych minut bycia tam. Nie mniej głęboko wierzę, że święty Franciszek, mój patron, skutecznie obroni mniej przed tym co złe. W końcu to on nago biegał po łąkach i polach z kozami, pewnie koty straszne mu nie były.

Wszystko z różów mieni się na szarości. Ludzie oszukują siebie wzajemnie i będą kłamać już chyba do końca istnienia tej przedziwnej rasy. Szkoda tylko, że mało który na prawdę potrafi. Żenujące najbardziej jest kiedy dorosły człowiek sadzi bery w stylu małego dziecka. U dziecka wpadka z mówieniem prawdy w taki, a nie inny sposób, powoduje radość wokoło rozczulenie i wzrost wskaźnika miłości rodzina versus maleństwo. U dorosłego takie coś powoduje spadek zaufania, zażenowanie, rozczarowanie, i odwieczne pytanie "po chuj mnie kłamiesz? przecież możesz mi śmiało powiedzieć jak jest... się kurwa nie obrażę, nie mam 3 lat. Rozmawiaj.". Ale nie. Nie ogarniam. 

Walczę z sobą. 

Pod prysznicem na basenie co jeden to większy apollo... z tym, że bardziej taka nieudana misja kosmiczna niż ten bóg. Wyzbyłem się dzisiaj wielu kompleksów dotyczących mojej fizyczności. Ba! Za moment zacznę wierzyć, że faktycznie Michał Anioł dłutem mnie haratał.

I ta myśl... "Ciekawe czy mają grzybicę".

Wypełnia mniej totalne zobojętnienie, wyjebanie na każdy cal ludzkiej egzystencji. To bardzo niedobrze i działa to absolutnie destrukcyjnie nie tylko na mnie ale i całe otoczenie. Tak, stawiam sobie właśnie prostą analizę. Czasami może i robię wrażenie blond kręconej 15 latki z gimnazjum (w tym wieku chodzi się jeszcze do gimnazjum?) ale na prawdę... mało co u mnie nie jest przemyślane. Chociaż jak każdy, czasem coś upierdolę, ale to kwestia wyjątku potwierdzającego regułę.

Czy mi się chce? Nie. Dlatego ciągle bardzo potrzebuję, tylko, że wyciągam ręce a tu, jak mawia klasyk, KLOPS. 

Najebane tu błędów co nie miara. Mam tego świadomość (w końcu bylem studentem filologii polskiej na UŚu), nie mniej skończyła mi się licencja na Worda, i nie ma komu sprawdzać tego co piszę, a mój redaktor korektor czyta to i tak już po publikacji, tak więc w dupie chuj. Lekkości też tu brak, bo trochę tak pod presją samego siebie, na rozruszanie ten tekst. 
  
- Przejmujesz się?
- No, nie...

Sram powoli na to wszystko otwierając kolejną butelkę przepysznej Retsiny. No może nie aż taka pyszna bo niskiego sortu, ale jedyna w naszym pięknym kraju jaką można kupić. No to jest.