Jestem szczęśliwy
I piękny
Beznadziejnie rozdarty
I nadęty
Płaczę bo jestem
I brak mi po trzecie
W zimę chcę lato
A zimę w lecie.
Kocham.
I tak bardzo nienawidzę
Ten mój chodnik
Telewizor
Ściany z kartonu i gipsu.
Świerkiem pachną mi wszystkie metry
Szeptem rozbrzmiewa mi ALB spod prysznica
Proszę cie zabierz, jeszcze raz,
Gdzie spada gwiazda, gdzie nie ma życia.
Proszę dziś rzuć w nurt rzeki,
Niech otacza
Tak woda, jak kamień
Rozrzuca i wyznacza.
Tak bombka z marketu o podłogę i już.
Odbita. I znów. I wisi.
Nieprawd pełen wianek.
Daj Panie mi śnieg.
I poranek.